MONIKA SOSNOWSKA
MAŁA ALICJA
instalcja / malarstwo
--- Kurator: Marek Goździewski
--- Otwarcie wystawy 16.02 (piątek), godz. 19.00
Traktuję przestrzeń
jako medium dla moich prac. Szczególnie interesuje mnie moment, gdy
fizyczna przestrzeń architektoniczna zaczyna nabierać aspektów przestrzeni
mentalnej. Zwrócił moją uwagę fenomen tej samej rzeczywistości, inaczej
postrzeganej przez różne osoby albo nawet różnie postrzegany przez tą
samą osobę w zależności od sytuacji, okoliczności, czasu.
Zdarza się, że wracamy
do miejsc ze swojego dzieciństwa i nagle okazuje się, że to, co nieodgadnione
i wielkie, robi się rozpoznawalne i malutkie, a my czujemy się jak słonie
wchodząc do swojego pokoju z przed wielu lat. I zastanawiamy się, gdzie
się podziały wszystkie magiczne rzeczy z tego miejsca? Cienie na ścianie
przestały straszyć, szafa nie kryje żadnych tajemnic etc.
Moje prace funkcjonują
tak samo jak inne przedmioty z codziennej rzeczywistości, ale zawierają
pułapkę, mały przekręt, który wprowadza zamieszanie, tak że niezupełnie
jesteśmy pewni, w jakiej rzeczywistości się znajdujemy. Przez to, że
zacieram granice, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy moja praca, ta niepewność
jest jeszcze większa i zaskakująca. Trudno mi zakwalifikować, jaką dziedziną
sztuki są moje wypowiedzi, zresztą nie jest to dla mnie istotne.
Moje prace przybierają
różne formy, style, w zależności od sytuacji i okoliczności, w jakich
powstają. W jednej z prac przesunęłam podłogę na ścianę, a ścianę na
podłogę. To było dosyć proste zachwianie percepcji pomieszczenia. Ale
pojawiały się również prace bardziej mylące, gdzie zagadka nie była
łatwa do odgadnięcia albo w ogóle jej nie było.
W zeszłym roku oświetlałam niebo w Amsterdamie podczas najdłuższego dnia
w roku. Praca zatytułowana była "Dodatkowe oświetlenie" i dedykowana była
wiecznie zachmurzonemu Amsterdamowi. Skompletowałam setki lamp, zazwyczaj
używanych do oświetlania wnętrz i wystawiłam je na najwyższy dach w Królewskiej
Akademii Sztuki. Skierowane ku niebu świeciły od świtu do nocy przez cały
dzień wspomagając słońce.
W innej pracy "Przestrzeń
częściowo nie istniejąca" zatopiłam część pokoju w czarnym kolorze.
Pomysł na tą pracę miałam już od dawna, ale nie mogłam znaleźć odpowiedniego
miejsca, aby ją zrealizować. Wyobraziłam sobie zdarzenie, w którym nagle
wszystkie podłogi w jakimś budynku obniżają się w stosunku do ścian
i w jednej przestrzeni znajduje się po połowie z mieszkania od sąsiada
z dołu i z góry. I pewnego dnia znalazłam takie pomieszczenie, gdzie
sufit i podłoga nie pasują do ścian. Tylko że podłoga obniżyła się o
metr pod ziemię, za to sufit był w połowie okien. Postanowiłam tą cześć,
która powinna być pod ziemią wymazać, zgubić w czerni, tak aby straciła
ona swoją materialność. Wrażenie to potęgowało to, że prezentowałam
tą pracę tylko przez zamknięte, szklane drzwi. Dzięki temu całe pomieszczenie
stanowiło coś w rodzaju akwarium dla czarnego koloru. Często sytuacja
i miejsce dyktują formę, jaką przybierają prace. Powstają one jakby
w dedykacji dla nich. Szczególnie było to widoczne w pracy zatytułowanej
"Podwójny pokój". Zostałam zaproszona na wystawę organizowaną w Hans
Brinker Hotel w Amsterdamie. Kuratorzy udostępnili kilka pustych pokoi
hotelowych jako przestrzenie wystawowe. Spodobał mi się ten aspekt,
że wystawa odbywa się właśnie w takiej formie i w takim miejscu.
W "Podwójnym pokoju"
zainstalowałam kilka elementów, które wielkością przypominały meble.
Obiekty te były mobilne, można je było składać i rozkładać, tak że gdy
wchodziło się do pokoju, wydawał on się zupełnie pusty, ale białe ściany
kryły swoje tajemnice. Jeden z elementów tworzył coś w rodzaju podwójnej
ściany: olbrzymia plansza, przymocowana była z jednego końca do ściany,
drugi jej koniec lekko się odchylał, tak że można było zerknąć na to,
co jest pod spodem. Z wierzchu biała, pod spodem kryła szaleńczy róż
z egzotycznym wzorem - tak jakby oderwać tapetę i zobaczyć to, co poprzedni
właściciel miał na ścianach. Z kolei w rogu usytuowałam płytę na zawiasach
przypominającą drzwi do szafy wnękowej. Po otwarciu okazywało się jednak,
że drzwi te nie prowadzą one do żadnej przestrzeni. Pod spodem zobaczyć
można było tylko malarstwo: wzory zaczerpnięte z japońskich dekoracji.
I jeszcze znajdował się tam rozkładany stolik, pod blatem którego mieścił
się malunek ze smokami.
Cechą wspólną wszystkich
tych prac jest to, że istnieją one tylko przez jakiś krótki czas. Mogą
istnieć tyko w tym, a nie innym miejscu, a potem ulegają destrukcji.
To takie zdarzenia, niespodzianki. Wydaje się nam, że wchodzimy do pomieszczenia,
które znamy, a tu - trach - coś nie gra. W mojej ostatniej pracy z Amsterdamu
przestrzeń była sama w sobie przedmiotem pracy. "Bon voyage" (Miłej
podróży) to tytuł. Ideą było zbudowanie przestrzeni, która nie istnieje,
której odnajdywanie kończy się na jej poszukiwaniu. Zbudowałam coś w
rodzaju labiryntu, przestrzeni w przestrzeni. Tą pracę naprawdę trudno
jest opowiedzieć, bo wymaga ona bezpośredniej obecności i odniesienia
do skali własnego ciała. Do pomieszczenia prowadził, zbudowany przeze
mnie, wąski kilkunastometrowy, klaustrofobiczny korytarz. Na jego końcu
okazywało się, że za rogiem jest następny korytarz, i następny, i tak
dookoła wielkiego pomieszczenia. Na końcu wchodziło się do środka przez
wąską szczelinę do sztucznej rzeczywistości, wykreowanej przeze mnie.
Całość stanowiła jakby zlepek fragmentów zabranych z wielu najróżniejszych
przestrzeni i ułożonych w nową bezużyteczną konfigurację. Nie były one
jednak obiektami. Każdy fragment był przestrzenią samą w sobie, w dodatku
nasuwał wspomnienie z miejsc istniejących gdzie indziej.
Praca, która powstała
w Zamku Ujazdowskim, to również gra z przestrzenią i skalą, tylko trochę
inaczej. Punktem wyjściowym do pracy był żart. Po raz kolejny zainspirowana
"Alicją z krainy czarów" J. Carolla postanowiłam zbudować pokoiki dla
Alicji w czasie, gdy ona zmienia wymiary. Biedaczka musiała się gnieździć
w dziurze myszy i gubiła się w za dużych pokojach (cha, cha). Postanowiłam
więc pomóc tej fikcyjnej postaci. To kolejna z wypowiedzi, która osadzona
jest zarówno w świecie rzeczywistym, jak i tym z wyobraźni. Dzięki temu
możemy mieć wrażenie, że uczestniczymy w niej, że jesteśmy jednym z
elementów gry.
Często zdarza się,
że przyzwyczajeni jesteśmy do rozpoznawania rzeczywistości i klasyfikowania
jej według rozpoznawalnych systemów. Schematem staje się nawet oglądanie
sztuki. Czujemy się bezpieczniej, gdy obiekt mieści się w normach i
nazwany jest sztuką. O wiele trudniej jest ustosunkować się do czegoś,
co być może nawet intryguje, ale istnieje poza kategoriami. Następuje
złudny moment, gdy obiekt zostanie przyporządkowany i wówczas wydaje
się, że został zrozumiany. Nie zdajemy sobie sprawy, że pozbawiamy się
przyjemności odczuwania rzeczy takimi, jakimi są, bez konieczności nazywania
ich.
Monika
Sosnowska
Monika Sosnowska
ur. 7.05.72 Ryki
1988-1990, Liceum Plastyczne, Bydgoszcz
1990-1992, Liceum Plastyczne, Poznań
1992-1993, "Schola Posnaniensis", Prywatna Akademia Sztuki, Poznań
1993-1998, Akademia Sztuk Pięknych, Poznań
1999-2000, Rijksakademie van Beeldende Kunsten, podyplomowa Akademia Sztuki,
Amsterdam
2000, warsztaty artystyczne, Centrum Sztuki, Bamako, Mali
Wystawy:
1995, "Artyści dla Europy", wystawa zbiorowa, Poznań
1996, fotografia, wystawa zbiorowa, Ostrawa
1998, "Bayam Show School", Londyn
1998, konkurs i wystawa im Geperta, Wrocław
1999, "Przesunięcie", Rijksakademie, Amsterdam
1999, "Podwójny pokój", Hans Brinker Hotel, Amsterdam
2000, "Outline", Galeria, Amsterdam
2000,"Przestrzeń w części nieistniejąca", Rijksakademie, Amsterdam
2000,"Kunsvlaai", targi sztuki, Amsterdam
2000, "Dodatkowe oświetlenie", Rijksakademie (na dachu), Amsterdam
2000, Centrum Sztuki, Bamako, Mali
|