Galeria Laboratorium
17.02 - 11.03.2001

MONIKA SOSNOWSKA
MAŁA ALICJA
instalcja / malarstwo

--- Kurator: Marek Goździewski
--- Otwarcie wystawy 16.02 (piątek), godz. 19.00

Traktuję przestrzeń jako medium dla moich prac. Szczególnie interesuje mnie moment, gdy fizyczna przestrzeń architektoniczna zaczyna nabierać aspektów przestrzeni mentalnej. Zwrócił moją uwagę fenomen tej samej rzeczywistości, inaczej postrzeganej przez różne osoby albo nawet różnie postrzegany przez tą samą osobę w zależności od sytuacji, okoliczności, czasu.

Zdarza się, że wracamy do miejsc ze swojego dzieciństwa i nagle okazuje się, że to, co nieodgadnione i wielkie, robi się rozpoznawalne i malutkie, a my czujemy się jak słonie wchodząc do swojego pokoju z przed wielu lat. I zastanawiamy się, gdzie się podziały wszystkie magiczne rzeczy z tego miejsca? Cienie na ścianie przestały straszyć, szafa nie kryje żadnych tajemnic etc.

Moje prace funkcjonują tak samo jak inne przedmioty z codziennej rzeczywistości, ale zawierają pułapkę, mały przekręt, który wprowadza zamieszanie, tak że niezupełnie jesteśmy pewni, w jakiej rzeczywistości się znajdujemy. Przez to, że zacieram granice, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy moja praca, ta niepewność jest jeszcze większa i zaskakująca. Trudno mi zakwalifikować, jaką dziedziną sztuki są moje wypowiedzi, zresztą nie jest to dla mnie istotne.

Moje prace przybierają różne formy, style, w zależności od sytuacji i okoliczności, w jakich powstają. W jednej z prac przesunęłam podłogę na ścianę, a ścianę na podłogę. To było dosyć proste zachwianie percepcji pomieszczenia. Ale pojawiały się również prace bardziej mylące, gdzie zagadka nie była łatwa do odgadnięcia albo w ogóle jej nie było.


W zeszłym roku oświetlałam niebo w Amsterdamie podczas najdłuższego dnia w roku. Praca zatytułowana była "Dodatkowe oświetlenie" i dedykowana była wiecznie zachmurzonemu Amsterdamowi. Skompletowałam setki lamp, zazwyczaj używanych do oświetlania wnętrz i wystawiłam je na najwyższy dach w Królewskiej Akademii Sztuki. Skierowane ku niebu świeciły od świtu do nocy przez cały dzień wspomagając słońce.

W innej pracy "Przestrzeń częściowo nie istniejąca" zatopiłam część pokoju w czarnym kolorze. Pomysł na tą pracę miałam już od dawna, ale nie mogłam znaleźć odpowiedniego miejsca, aby ją zrealizować. Wyobraziłam sobie zdarzenie, w którym nagle wszystkie podłogi w jakimś budynku obniżają się w stosunku do ścian i w jednej przestrzeni znajduje się po połowie z mieszkania od sąsiada z dołu i z góry. I pewnego dnia znalazłam takie pomieszczenie, gdzie sufit i podłoga nie pasują do ścian. Tylko że podłoga obniżyła się o metr pod ziemię, za to sufit był w połowie okien. Postanowiłam tą cześć, która powinna być pod ziemią wymazać, zgubić w czerni, tak aby straciła ona swoją materialność. Wrażenie to potęgowało to, że prezentowałam tą pracę tylko przez zamknięte, szklane drzwi. Dzięki temu całe pomieszczenie stanowiło coś w rodzaju akwarium dla czarnego koloru. Często sytuacja i miejsce dyktują formę, jaką przybierają prace. Powstają one jakby w dedykacji dla nich. Szczególnie było to widoczne w pracy zatytułowanej "Podwójny pokój". Zostałam zaproszona na wystawę organizowaną w Hans Brinker Hotel w Amsterdamie. Kuratorzy udostępnili kilka pustych pokoi hotelowych jako przestrzenie wystawowe. Spodobał mi się ten aspekt, że wystawa odbywa się właśnie w takiej formie i w takim miejscu.

W "Podwójnym pokoju" zainstalowałam kilka elementów, które wielkością przypominały meble. Obiekty te były mobilne, można je było składać i rozkładać, tak że gdy wchodziło się do pokoju, wydawał on się zupełnie pusty, ale białe ściany kryły swoje tajemnice. Jeden z elementów tworzył coś w rodzaju podwójnej ściany: olbrzymia plansza, przymocowana była z jednego końca do ściany, drugi jej koniec lekko się odchylał, tak że można było zerknąć na to, co jest pod spodem. Z wierzchu biała, pod spodem kryła szaleńczy róż z egzotycznym wzorem - tak jakby oderwać tapetę i zobaczyć to, co poprzedni właściciel miał na ścianach. Z kolei w rogu usytuowałam płytę na zawiasach przypominającą drzwi do szafy wnękowej. Po otwarciu okazywało się jednak, że drzwi te nie prowadzą one do żadnej przestrzeni. Pod spodem zobaczyć można było tylko malarstwo: wzory zaczerpnięte z japońskich dekoracji. I jeszcze znajdował się tam rozkładany stolik, pod blatem którego mieścił się malunek ze smokami.

Cechą wspólną wszystkich tych prac jest to, że istnieją one tylko przez jakiś krótki czas. Mogą istnieć tyko w tym, a nie innym miejscu, a potem ulegają destrukcji. To takie zdarzenia, niespodzianki. Wydaje się nam, że wchodzimy do pomieszczenia, które znamy, a tu - trach - coś nie gra. W mojej ostatniej pracy z Amsterdamu przestrzeń była sama w sobie przedmiotem pracy. "Bon voyage" (Miłej podróży) to tytuł. Ideą było zbudowanie przestrzeni, która nie istnieje, której odnajdywanie kończy się na jej poszukiwaniu. Zbudowałam coś w rodzaju labiryntu, przestrzeni w przestrzeni. Tą pracę naprawdę trudno jest opowiedzieć, bo wymaga ona bezpośredniej obecności i odniesienia do skali własnego ciała. Do pomieszczenia prowadził, zbudowany przeze mnie, wąski kilkunastometrowy, klaustrofobiczny korytarz. Na jego końcu okazywało się, że za rogiem jest następny korytarz, i następny, i tak dookoła wielkiego pomieszczenia. Na końcu wchodziło się do środka przez wąską szczelinę do sztucznej rzeczywistości, wykreowanej przeze mnie. Całość stanowiła jakby zlepek fragmentów zabranych z wielu najróżniejszych przestrzeni i ułożonych w nową bezużyteczną konfigurację. Nie były one jednak obiektami. Każdy fragment był przestrzenią samą w sobie, w dodatku nasuwał wspomnienie z miejsc istniejących gdzie indziej.

Praca, która powstała w Zamku Ujazdowskim, to również gra z przestrzenią i skalą, tylko trochę inaczej. Punktem wyjściowym do pracy był żart. Po raz kolejny zainspirowana "Alicją z krainy czarów" J. Carolla postanowiłam zbudować pokoiki dla Alicji w czasie, gdy ona zmienia wymiary. Biedaczka musiała się gnieździć w dziurze myszy i gubiła się w za dużych pokojach (cha, cha). Postanowiłam więc pomóc tej fikcyjnej postaci. To kolejna z wypowiedzi, która osadzona jest zarówno w świecie rzeczywistym, jak i tym z wyobraźni. Dzięki temu możemy mieć wrażenie, że uczestniczymy w niej, że jesteśmy jednym z elementów gry.

Często zdarza się, że przyzwyczajeni jesteśmy do rozpoznawania rzeczywistości i klasyfikowania jej według rozpoznawalnych systemów. Schematem staje się nawet oglądanie sztuki. Czujemy się bezpieczniej, gdy obiekt mieści się w normach i nazwany jest sztuką. O wiele trudniej jest ustosunkować się do czegoś, co być może nawet intryguje, ale istnieje poza kategoriami. Następuje złudny moment, gdy obiekt zostanie przyporządkowany i wówczas wydaje się, że został zrozumiany. Nie zdajemy sobie sprawy, że pozbawiamy się przyjemności odczuwania rzeczy takimi, jakimi są, bez konieczności nazywania ich.

Monika Sosnowska

Monika Sosnowska
ur. 7.05.72 Ryki
1988-1990, Liceum Plastyczne, Bydgoszcz
1990-1992, Liceum Plastyczne, Poznań
1992-1993, "Schola Posnaniensis", Prywatna Akademia Sztuki, Poznań
1993-1998, Akademia Sztuk Pięknych, Poznań
1999-2000, Rijksakademie van Beeldende Kunsten, podyplomowa Akademia Sztuki, Amsterdam
2000, warsztaty artystyczne, Centrum Sztuki, Bamako, Mali

Wystawy:
1995, "Artyści dla Europy", wystawa zbiorowa, Poznań
1996, fotografia, wystawa zbiorowa, Ostrawa
1998, "Bayam Show School", Londyn
1998, konkurs i wystawa im Geperta, Wrocław
1999, "Przesunięcie", Rijksakademie, Amsterdam
1999, "Podwójny pokój", Hans Brinker Hotel, Amsterdam
2000, "Outline", Galeria, Amsterdam
2000,"Przestrzeń w części nieistniejąca", Rijksakademie, Amsterdam
2000,"Kunsvlaai", targi sztuki, Amsterdam
2000, "Dodatkowe oświetlenie", Rijksakademie (na dachu), Amsterdam
2000, Centrum Sztuki, Bamako, Mali
----------------------------------------------
Centrum Sztuki Współczesnej, Zamek Ujazdowski
Al.Ujazdowskie 6, 00-461 Warszawa, Polska
tel: (48 22) 628 12 71-3, (48 22) 628 76 83 ; fax: (48 22) 628 95 50
e-mail:csw@csw.art.pl